Ciąża, poród, macierzyństwo.
Blog > Komentarze do wpisu

Becikowe krok I

Zaczęłam myśleć o becikowym.

Pierwszym krokiem było zdobycie zaświadczenia, że byłam pod opieką lekarską nie później niż od 10 tygodnia ciąży i że co najmniej raz na trymestr byłam na badaniu. Zapisałam się do poradni, w której przyjmuje mój prowadzący, ale ponieważ do niego nie było już terminów na NFZ (w ciąży chodziłam prywatnie, ale teraz nie chciałam płacić za podpisanie papierka tylko) to umówiłam się do innej pani doktor.

Przychodnia ta sama, kartoteka ta sama, gabinet ten sam. Tylko lekarz inny. "Tylko" albo "aż".

Kobieta jak tylko zajrzała w kartę i zobaczyła, że chodzę do jej kolegi po fachu to od razu zrobiła się nieprzyjemna i zapytała po co do niej przyszłam. A ja na to, że już do pana doktora terminów na ten rok nie było. Nakrzyczała na mnie, że ona mi tego zaświadczenia nie wypisze, bo ona nie jest w stanie doczytać się z tej kartoteki co pan doktor pisał i że w ogóle to jest niezgodne z przepisami, żeby wystawiał taki dokument lekarz, który ciąży nie prowadził.

Krótko, grzecznie acz rzeczowo powiedziałam, że zgodnie z obowiązującą ustawą zaświadczenie takowe wypisuje się nie na podstawie kartoteki pacjenta, lecz tylko i wyłącznie na podstawie karty ciąży i że właśnie na jej podstawie ma obowiązek wystawić zaświadczenie każdy lekarz ginekolog. Ba, nawet internista. Pani powiedziała, że nie mam racji, trochę się jeszcze ze mną pokłóciła, po czym z wielką łaską zrobiła co do niej należało. Dodając z przekąsem, że żaden urząd mi tego nie przyjmie, bo druczek musi być wypisany przez lekarza prowadzącego i koniec (a co to niby w urzędzie znają nazwisko tego, co mnie prowadził? haha)

Nie mam ochoty oglądać jej nigdy więcej.

A jeszcze sobie cytologię przy okazji zrobiłam, z racji że raz na rok na NFZ można a mi już rok jakiś czas temu minął. Przy wyjściu mi odburknęła, że wynik do odebrania będzie w lutym, bo u niej też długie kolejki oczekiwania są. Niech sobie nie myślę, że nie!

 

Ehh, skąd to się bierze. Nie dość, że niedouczenie i nieznajomość przepisów, to jeszcze gburowatość i brak kultury. Czyżby zazdrość, że pan doktor ma więcej pacjentek? Że jak ciążę prowadzić to do niego a jak papierki wypisywać to do niej?

Nic na to nie poradzę, że mój prowadzący to świetny specjalista i ciężko się do niego dostać.

piątek, 13 grudnia 2013, olakala

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: